środa, 5 sierpnia 2026

 

 Edward Marszałek i jego „Historie batem pisane”

Są różnego rodzaju książki: dobre powieści i zbiory opowiadań, które czyta się z przyjemnością, opracowania roztrząsające problemy współczesnego świata... i takie, które przyciągają wzrok już samą okładką; a gdy człowiek – zwabiony wywołującym wspomnienia pięknym obrazem prawdziwego życia, które kiedyś obserwował i znał, a może nawet w nim uczestniczył – bierze je do ręki, nie tylko je czyta, ale chłonie całym swoim jestestwem, całą swoją duszą, bo zawierają historie, obok których nie da się przejść obojętnie.


Dla mnie taką wyjątkową pozycją, takim magnesem na czytelnika – szczególnie takiego, który w jakiś sposób jest związany z przyrodą, lasami i ludźmi w nich pracującymi – jest książka „Historie batem pisane” Edwarda Marszałka. Książka – wydana pięknie w twardej oprawie przez Wydawnictwo

Ruthenus – Rafał Barski z Krosna w 2026 roku – liczy ponad trzysta stron i wyróżnia się już samą okładką, na której wzrok przyciągają zdjęcia jadących do pracy w lesie zaprzęgów konnych oraz koni pławionych w Sanie. Na jednym z nich siedzi dziewczynka, być może córka towarzyszącego jej furmana.

Jak sam Autor pisze we wstępie i w motcie, książka jest poświęcona „Pamięci koni i ludzi lasu sprzed lat”, inaczej mówiąc – „zapomnianemu motywowi historii leśnictwa z okresu powojennego”, z lat 1945–1990. Podejmując decyzję o napisaniu tej książki, Edward Marszałek postawił przed sobą wielkie zadanie, wymagające ogromu pracy związanej z zebraniem niezbędnych materiałów. Wymagało to zapewne wielu godzin spędzonych w archiwach oraz podróży po całym Podkarpaciu, związanych z potrzebą odwiedzenia żyjących jeszcze pracowników dawnych parków konnych, wysłuchania ich opowieści oraz zebrania zdjęć i dokumentów. A później – ciężkiej pracy nad książką. I trzeba przyznać, że Autor wywiązał się z tego zadania w sposób doskonały.

W efekcie otrzymaliśmy kompleksowe historyczne opracowanie dziejów parków konnych na terenie Podkarpacia – od chwili ich zakładania (trudnych początków), poprzez trwającą cztery dekady owocną działalność, aż do momentu ich likwidacji. Znajdziemy tutaj opis parków konnych działających na terenie całej ówczesnej Rzeszowszczyzny, a więc Puszczy Sandomierskiej, Beskidu Niskiego, Roztocza Południowego, Pogórza i Bieszczad, gdzie było ich najwięcej.

Ale „Historie batem pisane” to przede wszystkim barwna opowieść o ludziach lasu tworzących te instytucje i tam pracujących oraz o koniach... Czytając ją, poznajemy końskich inspektorów: hrabiego Tadeusza Janotę Bzowskiego oraz Jana Szymczyszyna, brygadierów poszczególnych parków, wozaków i ich konie, kowali, stelmachów, stróżów i stajennych. A wszystko to okraszone prawdziwymi, pikantnymi „towarzysko-leśnymi” przygodami, z których każda nadaje się na oddzielną opowieść. Warto je poznać, gdyż takich przygód w dzisiejszych czasach już nie ma. Autor przypomina również, że parki konne stanowiły ważną gałąź działalności gospodarczej Lasów Państwowych i były niezbędne do zapewnienia ich prawidłowego funkcjonowania. A ludzie tam pracujący, szczególnie ci z Bieszczad, stali się inspiracją do twórczości literackiej znanego pisarza Jerzego Janickiego. Za sprawą jego opowiadań ich historie, a bywało, że także oni sami, „zawędrowali” na ekrany głośnych filmów nagrywanych na terenach parków. Edward Marszałek zauważa również, że ci ciężko pracujący, niepozbawieni humoru i fantazji „leśni ludzie” często byli inspiracją dla twórczości malarzy, pisarzy, poetów i innych twórców kultury. Zdarzali się także tacy, którzy sami w wolnym czasie sięgali po pióro.

Mnie osobiście, z racji miejsca mojego zamieszkania, najbardziej zainteresowała historia parków konnych Nadleśnictwa Bircza i Nadleśnictwa Krasiczyn. Pracowało w nich wielu znanych mi osobiście mieszkańców okolicznych wsi, z którymi mojego ojca Józefa Hopa (w tamtym czasie drwala Leśnictwa Brzuska w Nadleśnictwie Bircza), a w pewnym stopniu także i mnie, łączyły więzy zawodowe, towarzyskie, jak również rodzinne. W parku konnym w Brzusce bywałem wielokrotnie. Jeździłem z wozakami i ojcem do lasu. Mogłem więc obserwować ich podczas pracy i w czasie towarzyskich spotkań, które lubili organizować. Słuchałem ich opowieści... Dzięki temu w jednej z moich powieści kryminalnych „Jastrzębie nad połoniną” park konny odgrywa ważną rolę, o czym nie omieszkał wspomnieć w swojej książce Edward Marszałek. To wspomnienie, poza całą przyjemnością, jaką czerpałem z lektury tej książki, było dla mnie miłym zaskoczeniem.

Podsumowując tę moją krótką wypowiedź na temat „Historii batem pisanych”, gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, bo jest to nie tylko wiedza, nie tylko ocalona od zapomnienia historia parków konnych Podkarpacia, ale przede wszystkim barwna, świetnie opowiedziana, okraszona zdjęciami, wciągająca opowieść o ludziach lasu z tego rejonu i ich życiowych przygodach. Nie tylko o „końskich inspektorach”, brygadierach i wozakach... „nieludzkich doktorach”, koniach i ich piewcach – słowem, o całym barwnym świecie, który wszyscy razem w tamtym czasie tworzyli.

Edward Marszałek to znający się na swoim rzemiośle, wyrosły z lasu i jego tradycji (jeżeli tak można powiedzieć, bo przecież szeroko rozumiane leśnictwo, o ile wiem, to całe jego życie) świetny leśnik i bardzo dobry pisarz, którego warto czytać.

„Historie batem pisane” to nie tylko dobra książka ocalająca od zapomnienia ten ważny fragment polskiej, podkarpackiej historii, jakim była działalność parków konnych, ale przede wszystkim osobisty hołd Autora złożony bohaterom – ludziom i koniom, którzy je tworzyli i w nich pracowali.

Skoro ja, który zaledwie pobieżnie otarłem się o parki konne i ich atmosferę, czytając tę książkę, przeżyłem tyle przyjemnych chwil, to jaką radość lektura tej książki musiała sprawić jej bohaterom i ich rodzinom.

Ocalić od zapomnienia – to najlepsze, co może zrobić pisarz. I Edwardowi Marszałkowi się to udało. A zrobił to tak, że trudno się od tej książki oderwać, pomimo że jest to przecież poważne i chyba jedyne jak dotychczas opracowanie historyczne tego ważnego, nie tylko dla Lasów Państwowych, zagadnienia.

Wiesław Hop

Pogórze Przemyskie, 5 sierpnia 2026 r.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz