piątek, 15 maja 2026

 Opowiadanie "Złamane serce" napisałem już sporo czasu temu. Myślę, że posiada pewne cech, które sprawiają, że nadal jest i będzie aktualne.

ZŁAMANE SERCE 

 

Wieczór powinien się udać – myślałem – przyglądając się krytycznie w dużym, trzyczęściowym lustrze. Chwilę później wyruszyłem z Jerzym w kierunku domu ludowego. Gęsta, szara mgła zalała dolinę. Na ciężkim, nisko opuszczonym niebie nie widać było śladu gwiazd. W połowie drogi Jerzy odwrócił się i powiedział:

- Pamiętaj, na zabawie nie możesz się wstydzić. Dziewczyny kochają śmiałych facetów. W tańcu, lubią kiedy je mocno obejmujesz w talii, przyciskasz do siebie; kiedy kręci im się w głowie od szybkich obrotów i nie mogą oddychać; czasami bronią się, protestują, że to za szybko, ale to lubią...

W jasno oświetlonym korytarzu domu ludowego stało już sporo osób. Z trudem przepchnęliśmy się do środka. Czteroosobowa orkiestra grała jakąś sentymentalną melodię. Na parkiecie tańczyły cztery pary.

     Zapraszam do przeczytania kolejnej bardzo interesującej recenzji mojej powieści kryminalnej "Jastrzębie nad połoniną", opublikowanej już pięć miesięcy temu na stronie Strefakryminału.pl.

"Nowa recenzja kryminału: Wiesław Hop, "Jastrzębie nad połoniną", seria: Kryminały bieszczadzkie.
Akcja „Jastrzębi nad połoniną” zaczyna się w Mucznem, w Gradysowej Dolinie, gdzie zostają znalezione zwłoki mężczyzny zmasakrowane przez dziką zwierzynę, a komisarz Andrzej Nowak – świeżo przeniesiony do Szerokiej Doliny – musi ustalić, czy to wypadek, czy jednak zbrodnia. Szybko okazuje się, że sprawa nie będzie „jednym trupem w lesie”, bo równolegle zaczyna narastać wątek zaginięć młodych kobiet; pogłoski krążą szybciej niż radiowóz, a kolejne ślady prowadzą przez miejsca znane każdemu, kto bywa w Bieszczadach: okolice Smereka, Cisnej, Ustrzyk Dolnych, pola namiotowe, odludne odcinki, gdzie łatwo urwać kontakt ze światem. W pewnym momencie śledztwo przestaje być czysto lokalne – wchodzą tropy pogranicza i ludzie funkcjonujący w szarej strefie, a stawka rośnie, bo strach zaczyna pracować nie tylko wśród turystów, ale i wśród tych, którzy mieszkają tu cały rok.