Dzisiaj zapraszam na drugą część "Bajek małej Karolinki". Cóż, szczęśliwe dzieciństwo to jest to, co najlepiej ładuje nasze akumulatory za całe życie. Może warto więc
chwilami przypomnieć sobie, jak to było.
Podwórkowe igraszki
Od dnia, w którym Pinki przyprowadził do domu bezdomnego, nieszczęśliwego, małego kotka minęło dwa tygodnie. W tym czasie kotek troszeczkę podrósł i dzięki temu, że Karolinka otoczyła go troskliwą opieką - karmiła, kąpała w specjalnym szamponie dla kotków i piesków, i codziennie czesała – jeszcze bardziej wypiękniał. Miał bardzo puszyste, brązowo-rude, cętkowane futerko i do złudzenia przypominał maleńkiego tygryska. Jego ogonek był długi, gruby i kudłaty, a sterczące do góry uszy zakończone pędzelkami, z takich samych jak wąsy, czarnych włosów. Oczy błyszczały mu jak dwa węgielki. Karolinka nazwała go Dzikusek i bardzo lubiła się z nim bawić.




