piątek, 3 kwietnia 2026

Wielkanocne życzenia

Wszystkim Czytelnikom, którzy odwiedzają mojego bloga (a zaglądają tutaj Polacy - jak widać po statystykach - mieszkający nie tylko w Polsce, ale i w Ameryce, i w Indiach, i w wielu innych często egzotycznych dla mnie krajach) życzę zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt Wielkanocnych.

Niech Wam, mili, słońce świeci,

Niech Wam radość w duszy gra,

Niech się śmieją Wasze dzieci

I niech Bóg Wam szczęście da!


Z Wielkanocnym pozdrowieniem


Wiesław Hop


A żeby nie było tak krótko, dla tych, którzy lubią czytać, zamieszczam fragment mojej powieści "Przed wyrokiem". Książka jest dostępna w wersji audiobooka, e-booka i papierowej (chwilowo nakład wyczerpany), więc można ja zakupić, słuchać i czytać wszędzie tam, gdzie mieszkacie.

https://www.empik.com/przed-wyrokiem-prawdziwa-historia-audiobook-hop-wieslaw,p1311453961,ebooki-i-mp3-p

PRZED WYROKIEM (fragment)

Rozdział 12


Czterech uzbrojonych w kałasznikowy, znudzonych monotonnym

więziennym życiem strażników, w drelichowych mundurach spacerowało po

wiszącej pod sufitem nad stołówką, metalowej platformie i pozorną nonszalancją

obserwowało wnętrze sali. Ten okratowany, przylegający do czterech ścian

„małpi wybieg” stanowił doskonałe zabezpieczenie na wypadek, gdyby w

stołówce doszło jakiegoś nieprzewidzianego, trudnego do opanowania buntu. W

takiej sytuacji strażnicy mieli prawo strzelać bez ostrzeżenia. Ponadto w czasie

każdego posiłku na dole pilnowało porządku sześciu klawiszy bez broni,

wyposażonych w długie, twarde pały, stanowiące doskonałe narzędzie do walki

wręcz. Kucharze dopiero zaczęli wydawać śniadanie i w sali było jeszcze prawie

pusto. Niedługo jednak stołówka zapełniła się ludźmi i gwarem, a wzdłuż lady

ustawiła się długa kolejka więźniów z plastikowymi, kremowymi tacami w

rękach.

Młot, w towarzystwie swojej świty, zajął długi stół w pobliżu

okratowanego okna. Usiadł tak, aby mieć na oku drzwi wejściowe i kolejkę. Gdy

zauważył, że do kolejki dołączył już niemłody, chociaż nadal dobrze zbudowany

mężczyzna, na którego niecierpliwie czekał, odczuł gwałtowny przypływ

adrenaliny. Pomimo to spokojnie wyczekał do momentu, aż człowiek ten zbliżył

się do lady i stanął przed kucharzami. Dopiero wtedy dał umówiony znak

swojemu przydupasowi, Petowi, który dzisiaj usiadł w głębi jadalni, tak aby nie

rzucał się w oczy strażników i był z daleka od Młota, a wszyscy więźniowie

mogli go dobrze słyszeć. Pet był niski i gruby, i wyglądał, jak stojący na rogu

ulicy słup ogłoszeniowy, ale miał bardzo mocny, donośny głos. Po otrzymaniu

sygnału od młota, wrzasnął:

- Ludzie!!! Popatrzcie na tego starego kutasa, który stoi przy ladzie.

Nazywa się Stanisław Wrzos i udaje jednego z nas. Ale nie wierzcie mu! To

milicyjny pies, szpicel, kapitan milicji, który nie przyszedł tutaj siedzieć, tylko po

to, aby nas rozpracować! To czerwona, komunistyczna szmata, której musicie się

wystrzegać!

Pet wyrecytował, otrzymany od Młota, wykuty na pamięć tekst i szybko

zajął miejsce za stołem. Zrobił to zanim klawisze zdążyli zorientować się, co się

dzieje i w jakiś sposób zareagować. Był specjalistą od kradzieży i włamań;

wielokrotnym recydywistą, z krótkimi wyrokami, który nauczył się żyć na koszt

społeczeństwa i nigdy nie splamił się żadną uczciwą robotą. Ale jak większość

inteligentnych złodziei nie stosował przemocy, dlatego w kryminale potrzebował

opieki kogoś twardszego od siebie.

Za każdym razem, gdy tylko wychodził na wolność, montował nową ekipę

i ruszał w trasę. Najchętniej na wieś. Tam włamywał się do słabo

zabezpieczonych spółdzielczych sklepów spożywczo-przemysłowych. Kradł

pieniądze, które sprzedawcy pozostawiali na noc w prowizorycznych sejfach,

alkohole, papierosy, najdroższe wędliny i konserwy, czekolady, i wszystko, co

dało się łatwo spieniężyć u znajomego pasera lub zjeść. Gdy się trochę odchrapał,

wynajmował dobrą metę i znajdował sobie młodą, atrakcyjną dziewczynę.

Najlepiej taką, która z jakiegoś powodu uciekła z domu lub zerwała kontakty z

rodziną, popadła w tarapaty i była zdana całkowicie na jego opiekę i pomoc.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz