W
zwierzęcym cyrku (satyra)
Po trybunie biegają osłanki,
Odkrywają rozumu firanki.
A tam nic, tylko pustka – żenada!
A co druga wciąż beczy i biada:
Że biedne krowy są dzisiaj gwałcone,
By codziennie były dojone.
Trzeba więc je od byków odstawić,
By nie mogli tak brzydko się bawić.
No i knura solidnie ukarać,
Niech zapłaci za gody swe haracz.
To jest wielki satrapa i złodziej!
Taki z niego zwierzęcy dobrodziej!
Po trybunie biegają osłowie,
Większość z nich tylko siano ma w głowie:
Tłuste diety i kopytówki...
Za każdy dzionek tej ciężkiej harówki.
Trzeba życie swe trochę osłodzić
I na biedę się wcale nie godzić.
Nagromadzić cukrowego buraka
I przezornie zakopać go w krzakach.
Bywa, z tyłu ktoś głośno zaszczeka
Naśladując mądrego człowieka.
Albo z boku jak kogut zapieje
A publika nie wie, z kogo się śmieje.
Potem zgodnie zasiądą przy żłobach
Dyskutując o tych ptasich nierobach,
Co od lat mają móżdżki wyprane
I nie wiedzą, co tutaj jest grane.
Można więc ich w rosole gotować,
No i wcale nie trzeba żałować.
Wszak to drób jest – robocza hołota,
Bez znaczenia przy tłustych cyrkowych kotach!
W. Hop-Hopkins
Pogórze Przemyskie, dnia 06.10.2026 r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz