Ponieważ pojawiły się pewne „komplikacje”, od dzisiaj moje humorystyczne satyry będę podpisywał pseudonimem artystycznym W. Hop-Hopkins. A jakże. Grunt to dobry humor, ironia i dystans, w pierwszej kolejności w stosunku do siebie... Niech trochę „zajedzie” światowy blichtrem.
„Nikt nie powinien być oszustem, chyba że naprawdę
potrzebuje pieniędzy.” — Mario Puzo
Strachy
na Lachy
Dawniej ludzie umierali,
Bo się tego spodziewali.
Teraz, choć jest niebezpiecznie,
Będą chyba żyli wiecznie...
Ty się zaszczep i bądź zdrowy.
Miej wszystkie kłopoty z głowy.
Na „koronę” i na grypę
I na zwykłą brzydką chrypę...
Choć wirusy produkują,
Ludzi wciąż na siebie szczują.
Chcą by każdy święcie wierzył,
Że kostucha zęby szczerzy...
Żeby nigdy nie próżnował
I „na zdrowie” wciąż pracował.
Byśmy żyli w ciągłym strachu,
Tak nas programują, brachu!
A do tego dziesięcinę
Płać, osiołku, na rodzinę
Tych prezesów i lekarzy...
Funduszowych wielkich łgarzy.
Oni forsy potrzebują,
Milionami więc kasują.
Znasz takiego szarlatana,
Co był tu i tam dziś z rana...
Tu fakturę podpisywał,
Tam na „srorze” wypoczywał...
A do tego w innym mieście
Operował brzuch niewieście...
O północy też harował,
Jak się strasznie wyżyłował!
I tak w koło, aż do rana –
Kołomyja niesłychana...
Rano tylko przetarł oczy
I od razu w kierat wskoczył.
Suchar przegryzł, forsę złapał
I na oddział znów poczłapał.
I tak co dnia, biedaczyna,
Służbę zdrowia nam zarzynał.
Zaufanie ludzkie tracił,
Ale za to się bogacił.
Aż „służba” nieboszczką się stała
I do piekła uleciała.
A pacjenci wciąż czekają,
Płacą - no i umierają!
W. Hop-Hopkins
Pogórze Przemyskie, dnia 24.-7.2026r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz