NIEDALEKO PADA JABŁKO OD JABŁONI - zapraszam do czytania mojego opowiadania. Może wielu z nas znajdzie w nim kawałek swojej historii z ostatnich dekad.
NIEDALEKO PADA JABŁKO OD JABŁONI
Siedzieliśmy z Rychem w altance za domem, w ogrodzie mojej matki i pililiśmy młode czereśniowe wino domowej roboty. Nieopodal, prawie na wyciągnięcie ręki, w sierpniowym słońcu dojrzewało kilka rzędów czerwonych malin. A za nimi, spływając małymi kaskadami po kamiennych progach, szumiała rzeka – niezbyt duża, ale bystra i zdarzało się – niebezpieczna w czasie wiosennych roztopów i gwałtownych burz, która oddzielała błonia wąskiej w tej okolicy doliny Porąbki od porośniętej bujnymi trawami, ziołami i kępami jałowców, połoniny góry Barani Wierch. Kiedyś na połoninie wypasaliśmy bydło i owce, a w zakolach dzikiej rzeki łowiliśmy dorodne potokowe pstrągi. Od drogi, obok naszej studni, przez środek góry aż do samego lasu biegła ścieżka. Rycho spojrzał w tamtym kierunku i oczy mu się zaświeciły.

